wtorek, 8 kwietnia 2014
Louis cz.3
Perspektywa Louis'a
[T.I] w ogóle się do mnie nie odzywa. Jest mi przykro z tego powodu bo chciałbym z nią pogadać, być bliżej niej. Siedzę koło niej ale mam wrażenie jakby była kilometry ode mnie. Postanowiłem napisać do niej wiadomość na karteczce a ona w międzyczasie nagle się na mnie osunęła. W mojej głowie natychmiast pojawiła się myśl, że muszę ją zawieźć do szpitala żeby sprawdzili czy jest zdrowa. Tak więc wziąłem ją na ręce i wyszedłem z sali. Jako, że 15 minut od uczelni znajdował się szpital postanowiłem ją tam zanieść.
TRZY GODZINY PÓŹNIEJ
Siedzę tu już długo i nic nie wiadomo. Boję się, że [T.I] może być na coś chora i dlatego nie chcą mi nic powiedzieć. Doszedłem do wniosku, że jak oni ie chcą sami nic mi przekazać to sam się dowiem co się dzieje z moją przyjaciółką. Po 15 minutach dowiedziałem się od pielęgniarki w której sali dziewczyna leży tak więc nie czekając dłużej udałem się do niej. Zdziwił mnie trochę fakt, że znajduje się ona na oddziale ginekologicznym. Chwilę później znajdowałem się przy jej łóżku. Tak słodko sobie spała. Zachwycanie się takim widokiem przerwał mi lekarz.
- Pan jest kimś z rodziny? - zadał pytanie
- Jestem jej chłopakiem. - musiałem troszkę nagiąć prawdę
- Pani [T.I] jest w drugim miesiącu ciąży. Podczas badania odkryliśmy, że została zgwałcona. - w tym momencie myślałem, że będę szczękę z ziemi zbierać. - To omdlenie nie było groźne. Ale proszę o nią dbać.
- Dobrze, dziękuję.
Po wyjściu lekarza opadłem na krzesło obok łóżka dziewczyny i próbowałem pozbierać myśli. Moja [T.I] będzie mamą i jakiś bydlak tak ją skrzywdził. Znajdę go i zatłukę jak psa obiecałem sobie.
- Louis, co ja tu robię? - usłyszałem cichy głosik
- Zemdlałaś na zajęciach i Cię przyniosłem do szpitala.
- Dziękuję.
- [T.I], mam do Ciebie pytanie. Co się stało około dwa miesiąca temu?
- Co masz na myśli? - zdziwiła się
- Lekarz mi powiedział, że ktoś Cię bardzo skrzywdził. - po moich słowach dziewczyna się rozpłakała
- Dwa dni po tym nieszczęsnym weselu poszłam na imprezę żeby się odstresować. Tam go poznałam. Poszliśmy do niego. Chciałam tylko się u niego przespać żeby nie wracać do pustego domu. A on mnie zgwałcił.
- Maleństwo moje. - powiedziałem i przytuliłem dziewczynę.
- Czy ja jestem w ciąży? - zapytała po chwili
- Tak. I on nic się nie martw. Ja się Tobą i maleństwem zajmę.
- Nie, Louis, nie musisz. Poradzę sobie.
- Ale chcę. Proszę Cię, pozwól mi być przy Tobie.
- Dobrze. Dziękuję.
Po chwili w sali pojawił się lekarz, który poinformował [T.I] o badaniach, które musi zrobić i dał jej wypis ze szpitala. Zawiozłem ją do mnie do mieszkania. Zaniosłem do łóżka żeby sobie odpoczęła a sam udałem się na zakupy żeby przygotować dla dziewczyny zdrowy obiad. Gdy wróciłem stała ona przy lodówce i szukała jakiegoś jedzenia.
- Nic tam nie znajdziesz. - zawołałem z przedpokoju
- Ale ja jestem głodna.
- Siadaj, za chwilę zrobię Ci kanapki.
- To ja Ci pomogę.
- Nie, masz odpoczywać.
- A właśnie, że nie będę nigdzie szła. I z ciężarną się proszę nie wykłócać.
- Tak, no to zastosuję inną broń. - powiedziałem i zacząłem ją łaskotać
- Przestań...błagam...już nie mogę. - prosiła już po chwili
- Przestanę jak dasz mi buziaka.
- Niedoczekanie Twoje. - powiedziała
- To muszę dalej Cię łaskotać. - na mojej twarzy pojawił się chytry uśmieszek
- No dobrze. - przybliżyła się i pocałowała mnie w policzek. - Zadowolony?
- Bardzo. A teraz siadaj na tyłku a za chwilę dostaniesz kanapki.
- Ok, tylko szybciej może trochę je rób.
Za 5 minut podałem jej talerz pełen kolorowych i zdrowych kanapek.
DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Udało mi się, osiągnąłem swój cel. [T.I] i ja jesteśmy parą. Maleństwo rozwija się bardzo dobrze. Już ustaliliśmy, że ja będę podany jako ojciec co bardzo mnie ucieszyło ponieważ wróży to, iż uda mi się stworzyć szczęśliwą rodzinę z moją dziewczyną.
OSIEM MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Nasza córeczka ma już trzy miesiące. Rośnie jak na drożdżach. I jest idealną kopią [T.I]. Ma jej oczy, usta, nosek. A za dwa miesiące ja i jej mama będziemy małżeństwem. Wszystko się poukładało lepiej niż sobie to planowałem i wyobrażałem. Spotkało mnie wielkie szczęście. U mojego boku jest kobieta, którą bardzo kocham i mamy dziecko, które uważa, że ja jestem jego tatą. Może kiedyś powiemy jej jaka jest prawda ale nie chcemy na razie niszczyć swojego szczęścia.
I jak się Wam podoba takie zakończenie?
Przyznaję się, że to zepsułam trochę ale i tak mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Pozdrawiam <33
4 Wasze komentarze = nowy imagin
sobota, 5 kwietnia 2014
Louis cz.2
Kontynuacja tego imagina
Dla Darcy Styles
Minęły już dwa tygodnie a [T.I] się nie odzywa do mnie. Martwi mnie to ponieważ wiem, że to przeze mnie. To ja zniszczyłem naszą relację. A to wszystko z powodu głupich uczuć. Brakuje mi jej uśmiechu, jej zapachu, jej obecności.
"Tęsknie za Tobą, Odezwij się, proszę. Martwię się." wysłałem kolejnego sms-a do dziewczyny.
Czasami mam wrażenie, że mi na niej zależy. I to nie tak jak na przyjaciółce. Z tą myślą poszedłem spać aby nie rozmyślać tyle o tym co zniszczyłem. Jednak nie udało mi się to ponieważ po raz kolejny śniła mi się sytuacja sprzed 14 dni. Z tego koszmaru wyrwał mnie dźwięk telefonu.
- Proszę. - powiedziałem jeszcze zaspany
- Nie pisz tyle do mnie. Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać.
- Proszę Cię tylko o spotkanie. Muszę Ci coś powiedzieć. Jeżeli nie będziesz chciała mnie więcej widzieć dostosuje się do tego.
- Dobrze. Pasuje Ci dziś o 19:00 w tej restauracji koło mojego domu?
- Tak, oczywiście. Do zobaczenia. - rozłączyłem się
Zgodziła się ze mną spotkać. Udało się. Tak bardzo się cieszę. Byłem jak w amoku. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to może być nasze ostatnie spotkanie. I mój humor uległ zmianie. Smutek zastąpił euforię. I w takim nastroju zacząłem się szykować na to co czeka mnie za 3 godziny. Ubrałem się w bluzę, która podobała się [T.I] oraz czarne, dopasowane spodnie. Spryskałem się perfumami, które ona uwielbiała. Wszystko dla Ciebie skarbie pomyślałem. Godzinę przed spotkaniem opuściłem aby dotrzeć na czas oraz kupić dla dziewczyny kwiaty. W kwiaciarni nie mogłem się zdecydować jaki bukiet będzie najlepszy. W końcu podjąłem decyzję. Wybrałem pomarańczowego gerbera ponieważ według mnie pasował on do [T.I]. Po 30 minutach dotarłem na miejsce spotkania. 5 minut później zjawiła się ona, moja koleżanka piękna jak zawsze.
- Cześć, dziękuję, że zgodziłaś się na to spotkanie. - rozpocząłęm
- Nie wysilaj się. O czym chciałeś mi powiedzieć?
- To trochę skomplikowane. - przypomniałem sobie o kwiatku. - Proszę, to dla Ciebie.
- Mów, ja mam czas. I nie potrzebnie wydawałeś pieniądze.
- Po tygodniu Twojego milczenia dotarło do mnie, że tęsknię za Tobą, brakuje mi Cię. Nawet mi się śniłaś.
- No dobrze, ale co to ma do rzeczy bo nie za bardzo rozumiem?
- Dopiero po tym co się stało uświadomiłem sobie bardzo ważną rzecz. Zależy mi na Tobie [T.I].
- I tak nagle to do Ciebie dotarło? Dziwne trochę.
- Wiem, że źle zrobiłem. Ale kiedy wyznałaś mi swoją miłość nie byłem pewny swoich uczuć. Ale teraz jestem już pewien. Kocham Cię i to się nie zmieni.
- I ja mam Ci w to uwierzyć, tak?
- No tak. Proszę Cię, daj mi szansę żebym mógł Ci udowodnić, iż to prawda.
- Pod jednym warunkiem się zgodzę.
- Jakim?
- Jeżeli to nie wyjdzie to znikasz na zawsze z mojego życia.
- Dobrze, obiecuję.
- Zapamiętaj to sobie. A ja muszę już iść bo późno się zrobiło.
- Nie możesz zostać jeszcze chwilę? - chciałem ją zatrzymać jak najdłużej
- Nie mogę. Do zobaczenia jutro na zajęciach.
- Pa.
Perspektywa [T.I]
Mam teraz mętlik w głowie. Co on chce mi udowodnić. Przecież mówił, że mnie nie kocha. To może chce mnie tylko bardziej pogrążyć, znowu rozkochać w sobie a potem zranić po raz drugi. Ale już trudno. Nie złamię danej obietnicy z powodu swoich wątpliwości. A już jutro zmierzę się z tym udowadnianiem Louis'a.
NASTĘPNEGO DNIA
Wstałam jak zwykle o 6 i zaczęłam się szykować na zajęcia. Lecz nie zdążyłam zaparzyć sobie nawet kawy ponieważ przeszkodził mi w tym dzwonek do drzwi. Zgadnijcie kto w nich stał. Choć pewnie się domyślacie. Przede mną stała osoba, która chce mi coś udowodnić.
- Popieprzyło Cię do końca? - zapytałam
- Nie. Tylko przyniosłem Ci śniadanie. - zaczął się panoszyć w mojej kuchni jak u siebie w domu - Smacznego. - dodał podając mi croissant'a z filiżanką kawy.
- Dziękuję, dobre było.
- To teraz zmykaj się ubierać i robić to wszystko co dziewczyny robią a ja tu poczekam.
- Tylko niczego nie zniszcz. Wystarczająco dużo już nabroiłeś w moim życiu.
- Będę grzeczny jak aniołek. Pooglądam sobie telewizję.
DWADZIEŚCIA MINUT PÓŹNIEJ
Schodzę gotowa do wyjścia na dół a Louis śpi na sofie. Słodko śpisz pomyślałam. Lecz wygoniłam szybko tą myśl z głowy i zabrałam się za budzenie chłopaka.
- Lou, wstawaj. Musimy już iść. - mówiłam do niego. Po chwili się przebudził.
- Masz bardzo wygodną sofę. - śmiał się - Mojemu zgrabnemu tyłeczkowi dobrze się siedziało.
- Idź już Ty zgrabna dupciu bo się spóźnimy. - poganiałam go zabierając torebkę i klucze ze stolika w przedpokoju. - Damy przodem. - zaprezentował swoje białe ząbki - I daj to. - dodał wskazując na moją torebkę - Nie będziesz dźwigać.
- Ale to nie jest ciężkie.
- Możesz nie dyskutować i utrudniać mi mojego zadania?
- Ok, już nic nie mówię.
I w ciszy dotarliśmy na uczelnię.
Jak podoba się Wam druga część? Jak myślicie co stanie się dalej?
Przewiduję jeszcze jedną część, w której okaże się czy Louis ma dar przekonywania i czy [T.I] będzie w stanie ponownie mu zaufać.
Pozdrawiam <33
piątek, 28 marca 2014
Zayn ;p
Siedziałam w salonie, na
skórzanej sofie, owinięta ciepłym kocykiem z kolanami podwiniętymi pod brodę i
popijając kakao. Harry gdzieś wyszedł, prawdopodobnie ze swoim najlepszym
kumplem Zaynem, a ja marznę jak cholera, mimo, że jest jesień. Mam w dupie te ich
imprezy, wolę sobie siedzieć w piątek wieczorem przed telewizorem i przeżywać
to, że Sid z Epoki Lodowcowej znalazł mleczyk, niż świecić gołą dupą. Nagle
ktoś zaczął dzwonić jak pojebany do drzwi.
-Harreh jak zapomniałeś
kluczy to masz pecha!- wrzasnęłam, a dzwonek nie ustawał. Przeklęłam pod nosem
i z kocem zarzuconym na ramionach oraz kubkiem w ręce, poszłam otworzyć.
Nacisnęłam na klamkę, mówiąc:- idioto ostatni raz… Zayn!? – zdziwiłam się.
-Sugerujesz, że powinienem
dorobić sobie klucz do twojego domu?- uśmiechnął się w charakterystyczny dla
siebie sposób. Ta jego pewność siebie i chamstwo sprawiają, że jest jeszcze
bardziej pociągający niż bez tej otoczki złego kolesia. Czy jestem w nim
zakochana? Nie, lecę na niego to fakt, ale nie wiem czy to jest miłość, po za
tym on ma swoją księżniczkę, z którą obściskują się, całują i prawie pieprzą na
tych ich imprezach. Dwa razy Harry mnie namówił, ale teraz mówię dość, nie będę
patrzeć na jego kumpla, który zabawia się ze swoją dziewczyną, bo mnie skręca.
-Sugeruję, że mojego brata
nie ma, więc…- wzruszyłam ramionami- po co przyszedłeś?- mulat głęboko
westchnął i podrapał się w tył głowy. Czy on był zmieszany?! Nie, to nie
możliwe, przecież on zawsze wie co odpowiedzieć, to on ma ostatnie zdanie. Co
on mi tutaj odpierdala?!
-Przejdziemy się? –
skrzywiłam się.
-Tam jest zimno- jęknęłam, na
co wywrócił oczami.
-No weź- westchnął. –
pójdziemy na pizzę, albo gorącą czekoladę.
-Mam kakao, a pizzę możemy
zmówić.
-O Jezu, dziewczyno rusz
seksi dupe, a nie zamulasz przed TV- wywróciłam oczami.
-Robię to dla ciebie pajacu-
ubrałam kurtkę oraz buty, po czym wyszliśmy, a ja zamknęłam dom na klucz. – ty
płacisz za tą pizzę i czekoladę- mruknęłam, na co zachichotał pod nosem.
Szliśmy w ciszy, mijając po drodze park. – ale zimno- jęknęłam.
-Pizga jak cholera- mruknął
nakładając na głowę kaptur swojej czerwonej bluzy, na której miał skórzaną
katanę. Zaczęłam szperać w kieszeniach.
-Przez ciebie zapomniałam
rękawiczek- stukałam zębami.
-Daj rękę- zmarszczyłam brwi
i spojrzałam na niego zdziwiona. Zaskoczył mnie, chyba że to był kolejny żart z
jego strony. Często z Harrym sobie ze mnie żartowali, przeważnie z chłopców, z
którymi umawiam się na randki. Patrzył na mnie… z troską, wyciągając swoją dłoń
w moim kierunku.
-Mam cie trzymać za rękę?-
zapytałam głupio, dalej w to nie wierząc.
-Po prostu ją daj- powiedział
jakby znudzony, a ja niepewnie złapałam jego kończynę. Włożył nasze splecione
dłonie do kieszeni kurtki. Jego ręce były zajebiście ciepłe, że aż przeszedł
mnie dreszcz. Kroczyliśmy dalej, a ja się uśmiechnęłam. Przechodziliśmy obok
budynku szkoły, w której się uczę razem z jego dziewczyną.
-Wiesz co, może lepiej puść,
bo jak zobaczy twoja laska, to będzie koniec.
-Masz racje…- burknął pod
nosem i chciał zabrać swoją rękę, ale mu nie pozwoliłam. Teraz to ja sobie
zażartuję z niego, pierwszy raz.
-Teraz powinieneś powiedzieć,
jebać to i trzymać mnie dalej- zaśmiałam się. Ku mojemu zaskoczeniu ścisnął
mocniej moje palce i patrząc w okno szkoły, w której właśnie była powiedział:
-Jebać to- szliśmy dalej, a
ja byłam zadowolona i szczęśliwa. Do pizzerii doszliśmy po 10 minutach.
Zajęliśmy stolik, przy którym zwykliśmy siedzieć w trójkę, razem z Harrym.
Podeszła do nas kelnerka, która była całkiem ładna.
-Co zamawiacie?- zatrzepotała
rzęsami w kierunku Zayna, który spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-Dużą margaritę i dwie cole –
puścił mi oczko, a dziewczyna, która na oko mogła mieć z 23 lata odeszła. To
zadziwiające, że on zna mnie tak dobrze. Wie o mnie wiele rzeczy, tak jak ja o
nim, ale Zayn wie więcej, bo Harry mu mówi o wszystkim. Wie co lubię jeść,
oglądać, jaki jest mój ulubiony kolor, jakie kwiatki lubię. Czego nie lubię. Co
robię, gdy jestem smutna, a co jak zakochana. Czasem zastanawiam się, czy znam
siebie tak dobrze, jak on mnie. – o czym tak myślisz małpko?- i mówi do mnie
małpko, to w sumie urocze, ale nie wiem, czy mówi to dlatego, że uważa mnie za
małpę, bo jestem czasem wredna, czy tylko, bo podoba mu się to zdrobnienie i
kiedy byliśmy w zoo to strasznie jaraliśmy się człekokształtnymi.
-O tym, że będę miała
przesrane, bo nie byłam w szkole- westchnęłam. Nie powiem mu przecież, że o
nim.
-Jak nie byłaś? – zmarszczył
brwi. – czemu?
-Bo jest zimno jak cholera.
-Ale dla mnie wyszłaś z domu-
stwierdził.- Awww jesteś słodka!- uśmiechnął się chytrze, na co wywróciłam
oczami.
-Nie pochlebiaj sobie- w tym
momencie dziewczyna przyniosła nam pizzę oraz napoje. Zayn wstał i usiadł obok
mnie, na co zmarszczyłam brwi. – co robisz?- zapytałam zdziwiona.
-Siadam obok ciebie małpko-
pacnął mnie w nos. Był dziwny, zachowywał się dziwnie. Co on knuje? Znowu jakiś
genialny sposób upokorzenia mnie w miejscu publicznym? Serio, to ulubiona
zabawa Malika i mojego brata. –pokłóciliście się z Harrym, czy jak?
-Nie, po prostu chciałem
gdzieś z tobą wyjść, Hazz jest na siłowni.
-W co ty grasz Malik? Znowu
jakiś pomysł jak zrobić ze mnie idiotkę?- warknęłam.
-Co?! Nie! [t.i.] weź
przestań, to że kilka razy się z loczkiem zabawiliśmy, to nie znaczy…
-Kilka!?- prychnęłam. – non
stop robicie ze mnie pośmiewisko, bo wam się nudzi! To dlatego już z wami nie
wychodzę, to dlatego wolę siedzieć w domu sama, niż pokazywać się z wami
gdziekolwiek.
-Ale ja nie…
-Daruj sobie- chciałam wstać
i wyjść, ale on nie chciał mnie przepuścić. Musiałam usiąść od ściany, za co
przeklinałam się w duchu. Boże jaka ja jestem głupia! – rusz się.
-Nie- warknął i złapał za mój
nadgarstek.
-Nie?
-Nie- zacisnął mocniej swoją
dłoń. – dopóki nie przestaniesz.
-To boli- syknęłam. – co masz
przestać?- czy on jest chory na umyśle? – Zayn to
mnie boli. – nie zareagował.
-Przestań chodzić na randki.
-Niby czemu!?- nie będzie mi
mówił co mam robić. Jeśli chcę chodzić na randki, to będę na nie chodzić, a
jemu nic do tego! Nie będzie dyktował mi warunków i mówić jak mam żyć!
-Bo mnie kurwica trafia, jak
widzę cie z tymi małolatami, którzy myślą tylko o tym jak cie przelecieć. –
Zayn jest starszy ode mnie o dwa lata i często bezczelnie to wykorzystuje, ale
jakby na to nie patrzeć to ja jestem mądrzejsza i dojrzalsza, bo chłopcy
dojrzewają trzy lata później.
-Powiedział gość, który to
samo robi w klubach- prychnęłam. – od kiedy się tak o mnie martwisz? Nigdy cie
to jakoś nie obchodziło, co robię, z kim i gdzie!
-Zawsze się martwiłem- mruknął
pod nosem, ale słyszałam. – nie ważne, zapomnij- teraz to on chciał wyjść, ale
zdążyłam złapać go za rękę. – co robisz?- warknął.
-Ja czy ty? Bo ty zachowujesz
się jak smarkacz!
-Daj mi spokój.
-Zastanów się czego ty
chcesz!- wrzasnęłam i wyminęłam go. Wyszłam z pizzerii trzaskając drzwiami.
Buchnęło mi w twarz zimnie powietrze, Chryste ta pogoda jest dzisiaj jakaś
popierdolona! Szłam szybkim krokiem w stronę domu, kiedy poczułam szarpnięcie,
a potem ciepłe usta na swoich. Całował naprawdę świetnie, tak… nie wiem jak
ubrać w słowa to co teraz czuję, ale to było magiczne. Zareagowałam po chwili,
oddając czułość. Oderwaliśmy się, aby zaczerpnąć powietrza.
-Chcę ciebie- znowu złączył
nasze usta w pocałunku. Odepchnęłam go na kawałek. – co robisz?
-Zimno mi- zaśmiał się, a
potem zarzucił ramię na moje barki i prowadził w stronę domu.
_________________________________
Jejciu uwielbiam te zdjęcie ♥ napisałam go już tydzień temu i niezbyt mi podchodził. No ale dodałam!! Liczę na wasze szczere opinie ;p
Buźka miśki ;**
sobota, 22 marca 2014
Niall cz.2
Kontynuacja tego imagina.
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
Może to wydawać się dziwne ale mieszkam z [T.I]. Sama mnie o to błagała. W końcu ustaliliśmy, że będę mieszkać z nią miesiąc i potem wrócę do swojego mieszkania. A ona w tym czasie nauczy się żyć sama, bez swojej rodziny. Widzę jak jej trudno. Mało je, prawie nie wychodzi z mieszkania, po nocach płacze myśląc, że ja o tym się nie dowiem. Lecz myli się. Wiem o wszystkim co się z nią dzieje. Przez ten czas udało mi się ją lepiej poznać i zaprzyjaźnić się więc dostrzegam każdą, nawet niewielką zmianę w jej nastroju. Dziś mam zostawić ją samą na cały dzień, taka była jej prośba. Obawiam się co zastanę po powrocie do domu ale spełnię jej prośbę.
- [T.I] tak jak się umawialiśmy ja wychodzę i wrócę wieczorem. Życzę Ci miłego dnia. I pamiętaj, że jakbyś coś potrzebowała ode mnie to dzwoń.
- Dobrze, dziękuję. I też Ci życzę miłego wieczoru. - usłyszałem i zamknąłem za sobą drzwi.
Co by tu zrobić z tak ładnym dniem? zacząłem się zastanawiać. Po chwili miałem już plan na cały dzień. Najpierw spacer po mieście, potem obiad w mojej ulubionej knajpie i spotkanie ze znajomymi, za którymi troszkę się stęskniłem.
Perspektywa [T.I]
Ciężko mi siedzieć samej w domu. Widziałam, że Niall potrzebuje odpoczynku ode mnie więc poprosiłam go aby wyszedł ale zaczynam teraz tego żałować. Nie mam do kogo się odezwać, dla kogo gotować. Najlepiej będzie jak prześpię ten dzień, tak jak większość czasu jak blondyn mieszka ze mną. Jest on wspaniałym przyjacielem ale nie chcę go martwić, bo pewnie ma swoje problemy. Po co miałby się przejmować taką dziewczyną jak ja. Pewnie teraz się świetnie bawi i nawet nie myśli jak mija mi dzień, co robię. No ale to jest mój przyjaciel i czego ja od niego wymagam. I tak dużo już poświęca.
WIECZOREM
Perspektywa Niall'a
Tak jak umówiłem się z moją przyjaciółką wróciłem do domu ciekawy jak minął jej dzień. Wołałem ją ale nie odpowiadała. Zmartwiło mnie to więc ruszyłem do jej sypialni, zapukałem, otworzyłem drzwi ale jej tam nie było. Gdy zamykałem drzwi usłyszałem jakiś szept. Udałem się więc do miejsca z którego się wydobywał czyli do łazienki. To co tam zastałem mnie przeraziło. Na ziemi siedziała [T.I] ściskając krwawiący nadgarstek. Byłem pewny, że się zraniła. Ale gdy przy niej kucnąłem zauważyłem żyletkę.
- [T.I] dlaczego to zrobiłaś?
- Bo po co mam żyć jak nie mam dla kogo?
- Ej, masz mnie. Jestem Twoim przyjacielem i na pewno brakowałoby mi Ciebie. - rozmawialiśmy a ja w trakcie opatrywałem jej rękę - I miałbym wyrzuty sumienia, iż pozwoliłem na to, że zrobiłaś taką głupotę. Teraz też będę je pewnie mieć bo gdybym był w domu to upilnowałbym Cię i nie zrobiłabyś takiej głupoty.
- Przepraszam i dziękuję. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
- Poradziłabyś sobie ale nie musisz bo masz mnie. Idź do salonu a ja tu posprzątam.
- Nie, ja to zrobię.
- Mam Cię zanieść czy zejdziesz sama?
- No już idę.
Posprzątałem pomieszczenie i dołączyłem do dziewczyny.
- Powiedz mi, jak ja mam się stąd wyprowadzić za dwa tygodnie jak Ty podczas chwilowej mojej nieobecności robisz takie głupoty?
- To jak nie chcesz to nie musisz się wyprowadzać. Możesz tu mieszkać na takich regułach jak teraz czyli jesteśmy przyjaciółmi, wspieramy się ale nie wchodzimy z butami w swoje życia. Co Ty na to?
- Muszę to przemyśleć. Jak już podejmę decyzję to będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie.
TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ
Nadal mieszkam z [T.I]. Czuję się tu już jak u siebie w domu. Pomagam jej i mam na nią oko. Mam pewność, że nie zrobi nic nieodpowiedzialnego. A z resztą ma już dla kogo żyć więc nie muszę się tak o nią martwić i sam mogę poszukać osoby, z którą będę spędzał większość wolnego czasu.
Przepraszam, że tak długo nie pisałam ale zwaliło mi się na głowę dużo obowiązków, Studia, prawo jazdy, ciężka sytuacja w domu... Ale to mnie nie tłumaczy, Jest mi głupio, że tak Wam opuściłam i postaram się teraz dodawać minimum jednego imagina w tygodniu. No i mam nadzieję, że takie zakończenie imagina się Wam spodobało.
- Dobrze, dziękuję. I też Ci życzę miłego wieczoru. - usłyszałem i zamknąłem za sobą drzwi.
Co by tu zrobić z tak ładnym dniem? zacząłem się zastanawiać. Po chwili miałem już plan na cały dzień. Najpierw spacer po mieście, potem obiad w mojej ulubionej knajpie i spotkanie ze znajomymi, za którymi troszkę się stęskniłem.
Perspektywa [T.I]
Ciężko mi siedzieć samej w domu. Widziałam, że Niall potrzebuje odpoczynku ode mnie więc poprosiłam go aby wyszedł ale zaczynam teraz tego żałować. Nie mam do kogo się odezwać, dla kogo gotować. Najlepiej będzie jak prześpię ten dzień, tak jak większość czasu jak blondyn mieszka ze mną. Jest on wspaniałym przyjacielem ale nie chcę go martwić, bo pewnie ma swoje problemy. Po co miałby się przejmować taką dziewczyną jak ja. Pewnie teraz się świetnie bawi i nawet nie myśli jak mija mi dzień, co robię. No ale to jest mój przyjaciel i czego ja od niego wymagam. I tak dużo już poświęca.
WIECZOREM
Perspektywa Niall'a
Tak jak umówiłem się z moją przyjaciółką wróciłem do domu ciekawy jak minął jej dzień. Wołałem ją ale nie odpowiadała. Zmartwiło mnie to więc ruszyłem do jej sypialni, zapukałem, otworzyłem drzwi ale jej tam nie było. Gdy zamykałem drzwi usłyszałem jakiś szept. Udałem się więc do miejsca z którego się wydobywał czyli do łazienki. To co tam zastałem mnie przeraziło. Na ziemi siedziała [T.I] ściskając krwawiący nadgarstek. Byłem pewny, że się zraniła. Ale gdy przy niej kucnąłem zauważyłem żyletkę.
- [T.I] dlaczego to zrobiłaś?
- Bo po co mam żyć jak nie mam dla kogo?
- Ej, masz mnie. Jestem Twoim przyjacielem i na pewno brakowałoby mi Ciebie. - rozmawialiśmy a ja w trakcie opatrywałem jej rękę - I miałbym wyrzuty sumienia, iż pozwoliłem na to, że zrobiłaś taką głupotę. Teraz też będę je pewnie mieć bo gdybym był w domu to upilnowałbym Cię i nie zrobiłabyś takiej głupoty.
- Przepraszam i dziękuję. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
- Poradziłabyś sobie ale nie musisz bo masz mnie. Idź do salonu a ja tu posprzątam.
- Nie, ja to zrobię.
- Mam Cię zanieść czy zejdziesz sama?
- No już idę.
Posprzątałem pomieszczenie i dołączyłem do dziewczyny.
- Powiedz mi, jak ja mam się stąd wyprowadzić za dwa tygodnie jak Ty podczas chwilowej mojej nieobecności robisz takie głupoty?
- To jak nie chcesz to nie musisz się wyprowadzać. Możesz tu mieszkać na takich regułach jak teraz czyli jesteśmy przyjaciółmi, wspieramy się ale nie wchodzimy z butami w swoje życia. Co Ty na to?
- Muszę to przemyśleć. Jak już podejmę decyzję to będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie.
TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ
Nadal mieszkam z [T.I]. Czuję się tu już jak u siebie w domu. Pomagam jej i mam na nią oko. Mam pewność, że nie zrobi nic nieodpowiedzialnego. A z resztą ma już dla kogo żyć więc nie muszę się tak o nią martwić i sam mogę poszukać osoby, z którą będę spędzał większość wolnego czasu.
Przepraszam, że tak długo nie pisałam ale zwaliło mi się na głowę dużo obowiązków, Studia, prawo jazdy, ciężka sytuacja w domu... Ale to mnie nie tłumaczy, Jest mi głupio, że tak Wam opuściłam i postaram się teraz dodawać minimum jednego imagina w tygodniu. No i mam nadzieję, że takie zakończenie imagina się Wam spodobało.
piątek, 14 marca 2014
Louis
Dzisiaj piątek, a lekcje się już skończyły. Razem z Louisem
wracaliśmy do domów. Tomlinson wraz z mamą i siostrami sprowadził się jakiś
miesiąc temu. Szliśmy przez park i głośno się śmialiśmy. Mimo, że nie znamy się
jakoś strasznie długo, to mogę go nazwać dobrym kolegą. Kroczyliśmy ramię w
ramię, a nasze dłonie co chwilę się o siebie obierały. Usiedliśmy na ławce nie
przerywając dyskusji, która toczyła się o imprezę u Toma. Pogoda była naprawdę
piękna, świeciło słońce, a dzieciaki bawiły się na placu zabaw i biegały po
zielonej trawie. Naprawdę uwielbiam wiosnę, bo z nią wszystko się rodzi do
życia, to… jak nowy początek.
-No weź chodź- Louis próbował mnie przekonać do wyjścia, ale
nie zbyt widział mi się ten pomysł. Pokiwałam przecząco głową, chcą mu dać do
zrozumienia, że nie chcę.- no proszeee- nalegał dalej.
-Lou proszę cie- westchnęłam zmęczona tym cyrkiem. Czy tak
trudno pojąć, że nie mam ochoty na imprezy!?
-Dla mnie- popatrzył na mnie z miną zbitego pieska. Lubię
go, bo potrafi mi poprawić humor. Ma w sobie urok małego chłopca, mimo, że ma
18lat. Jest takim dużym dzieckiem, który nie przejmuje się niczym i żyje
beztrosko.
-Niech będzie. Spotkamy się tam- cmoknęłam go w policzek i
poszłam w stronę swojego domu. Naprawdę nie chciałam tam iść, może było to
spowodowane tym, że gość, który robił tą domówkę był najlepszym przyjacielem
mojego byłego chłopaka? Po przekroczeniu progu domu rzuciłam torbę na schody.
Poszłam do kuchni, gdzie odgrzałam sobie obiad. Razem z frytkami udałam się do
salonu, gdzie włączyłam telewizję. Oglądałam MTV zajadając się, z czasem
usnęłam…
Obudził mnie dźwięk mojego telefonu. Wyjęłam komórkę z
kieszeni czarnych rurek i odebrałam.
-Gdzie ty jesteś!?- usłyszałam krzyk Tomlinsona, którego
zagłuszała głośna muzyka.
-W domu, zaraz będę.
-No ja myślę. Czekam.
-Pa Lou- rozłączyłam się i ruszyłam w stronę swojego pokoju,
po drodze łapiąc za torbę. Z szafy wyjęłam krótkie jeansowe szorty, czarne
rajstopy, czarną bokserkę i koszulę w czerwoną kratę. Z całym zestawem udałam
się do łazienki, gdzie wzięłam prysznic. Ubrałam się, a następnie pomalowałam
się. Psiknęłam się ulubionymi perfumami i rozczesałam włosy, które zostawiłam
rozpuszczone. Zbiegłam na dół i wyjęłam czerwone Converse. Szybko zasznurowałam
buty i złapałam kurtkę oraz telefon, po czym wyszłam z domu wcześniej go
zamykając. Wolnym krokiem ruszyłam w stronę domu Tomasa. Na miejscu byłam po
około 15 minutach. Już na ulicy dało się usłyszeć głośną muzykę. Pewnym krokiem
weszłam do budynku, w którym już po przekroczeniu progu dało się wyczuć pot,
alkohol i dobrą zabawę. Chociaż było jeszcze wcześnie kilkanaście osób było już
zalanych w trupa. W tłumie starałam się odnaleźć Louisa, ale marnie mi to
wychodziło. Podeszłam do barku, gdzie zabrałam drinka, którego wypiłam
duszkiem. Milordzie dziś idealny wieczór, żeby się najebać! Nagle poczułam
silne ramiona obejmujące mnie wokół pasa.
-Cześć piękna- wymruczał mi do ucha, a potem odwrócił mnie
do siebie przodem.
-Hej Lou- uśmiechnęłam się lekko i znowu sięgnęłam po
kolejną szklankę, tym razem whisky.
-Łoooo przystopuj koleżanko, bo jeszcze nie ma dziesiątej- zaśmiał
sie szatyn, na co tylko wywróciłam oczami.- chodź tańczyć- ujął mój nadgarstek i
zaciągnął na środek, gdzie tańczyli inni imprezowicze. Umieścił swoje ręce na
moich biodrach, a ja swoje na jego szyi. Pachniał… naprawdę pięknie.
Przyciągnął mnie bliżej siebie i poruszał nami na boki. Taniec to nie moja
bajka, ale nie chcę się kłócić z Tomlinsonem, dlatego nie odzywałam się. Z
czasem zaczęłam utwierdzać się w przekonaniu, że pomysł z tą imprezą wcale nie
był taki zły, jak mi się wydawał na początku dnia. Louis wlewał w siebie
alkohol, a ja nie chcąc zostać w tyle też piłam. Kątem oka zauważyłam mojego
byłego, który otoczony był grupą lasek, w tym jego nową dupą. – wiesz, od jakiś
3 tygodni chciałem coś zrobić- zmarszczyłam brwi. Niebieskooki umieścił swoją
dłoń na moim policzku. Czy on próbuje zrobić to o czym myślę? Patrzył mi prosto
w oczy, a chwilę później pochylił się nade mną i musnął moje wargi. Z czasem
zaczął pogłębiać pocałunek, a ja stałam sparaliżowana, nie wiedząc czy mam
odwzajemnić tę czułość… Znowu będziesz
cierpieć! –krzyczał głosik w mojej głowie. Umieściłam dłonie na jego wyrzeźbionym
torsie i odepchnęłam go. – [t.i.] – mruknął jakby zawiedziony.
-Nie Lou, ja nie chcę- odwróciłam się i szybkim krokiem
wyszłam z tej domówki. Na dziś wystarczy. Szłam chodnikiem, kiedy ktoś szarpnął
za mój bark.- Lou powiedziałam, że…!- wściekła odwróciłam się i… zamarłam.
Znowu pojawiło się to dziwne ukłucie w sercu i skurcz żołądka. Stałam oko w oko
z moim byłym.
-Co ty odpierdalasz? Zachowujesz się jak dziwka- warknął, krzyżując
ręce na piesi. No jasne to on się liże na prawo i lewo ze zdzirami, ale ja
jestem ta zła. Brawa dla tego pana! Poziom jego IQ gwałtownie zmalał! Skończony
idiota!
-Nazywali mnie gorzej- prychnęłam pod nosem, mając nadzieję,
że nie usłyszał, ale pomyliłam się.
-Serio? Niby jak?- zapytał z wyrzutem.
-Twoja dziewczyna- odwróciłam się na pięcie i biegiem
ruszyłam w kierunku domu. Łzy same zbierały się w oczach. W pewnym sensie to
mnie zabolało, z resztą, kto chciałby usłyszeć, że zachowuje się jak panienka
spod latarni? No właśnie… nikt! Wbiegłam do domu, zamykając drzwi. Wbiegłam po
schodach, do swojego pokoju. Trzasnęłam drzwiami, a następnie po nich
zjechałam, chowając twarz w dłoniach. Co się dzieje, dlaczego to wszystko
wraca? Tak się starałam, żeby mieć to wszystko w dupie, być obojętną, a przez
tego skończonego dupka wszystko wróciło! Zabrałam piżamę składającą się z
majtek oraz za dużej koszulki mojego brata i poszłam do łazienki, wziąć relaksującą
kąpiel. Następnie ubrałam się i rozczesałam włosy. Położyłam się do łóżka, ale
nie potrafiłam zasnąć. Podłączyłam słuchawki do telefonu i włączyłam piosenki,
które jeszcze bardziej mnie zdołowały. Szczerze? Ten moment, kiedy ze mną
zerwał to był jak siarczysty policzek. Moi rodzice nie poświęcają mi za dużo
czasu, a [i.t.b.ch.] był jedynym, który rozumiał. Dobił mnie najbardziej tym
tekstem: „różnimy się mała, to koniec. Po
za tym, mam już kogoś nowego. Trzymaj się kicia.” Łzy nie ustawały, a ja
zaczęłam się zastanawiać ile jeszcze jestem w stanie wypłakać? Ile litrów łez
mieści się w oczach dziewczyny?…
Obudziły mnie promienie słońca. Czułam się paskudnie, jak
wrak człowieka, jak Titanic, mimo, że nigdy nie widziałam tego filmu i nie
zamierzałam tego zmieniać. Zabrałam czarne rurki oraz zwykły t-shirt z łapkami
myszki miki, no i bieliznę. Weszłam do łazienki i… przeraziłam się. Wyglądam
jak czarownica. Weszłam pod prysznic i zmyłam z siebie cały pot, a potem
nałożyłam ciuchy. Pomalowałam się lekko, rozczesałam włosy i psiknęłam się perfumami.
Zabrałam telefon, drobne i słuchawki. Odpuściłam sobie dzisiaj śniadanie i od
razu poszłam do paku. Siedziałam dość długo na ławce i rozmyślałam nad swoim
życiem, kiedy ktoś zasłonił mi oczy.
-Mała czemu mi wczoraj uciekłaś?
-Przepraszam cie Lou, ale muszę iść- poderwałam się i
odeszłam, a on szedł za mną.
-Zaczekaj- szarpnął za moje ramię i odwrócił mnie do siebie.
– jeśli nic do mnie nie czujesz, to…- nagle z nieba zaczął padać deszcz. Oboje
spojrzeliśmy w górę, a deszcz przybrał na sile. Szatyn złapał mnie za rękę i
biegiem ruszył w stronę jakiegoś bloku. Schowaliśmy się pod zadaszeniem. Tomlinson
oparł moje plecy o ścianę tuż przy drzwiach, a sam zagrodził mi drogę ucieczki
swoimi ramionami. – dlaczego?
-Nie chcę cierpieć- stwierdziłam, starając się uniknąć jego
wzroku. Teraz całą moją uwagę przykuwał deszcz. Naprawdę kochałam deszcz, ale
do tego momentu…
-Cierpieć? Ale dlaczego cierpieć?- niebieskooki dalej
naciskał, żebym mu powiedziała. To trudne… Westchnęłam głęboko, wiedząc, że on
tym razem nie odpuści, a ja powinnam mu powiedzieć prawdę, bo zasługuje na to.
-Pamiętasz [i.t.b.ch.]?- przytaknął.- zerwał ze mną…
-Wiem, mówiłaś, że się rozstaliście, bo wam się nie
układało.
-To on zerwał, bo stwierdził, że się różnimy. Zerwał ze mną
w deszczu- znowu te cholerne łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu. Korzystając z
jego nieuwagi przeszłam pod jego ramieniem i wyszłam na deszcz. Czułam się teraz…
wolna, ale Louis znowu mnie zatrzymał. Ujął moją twarz w dłonie i patrząc
prosto w oczy powiedział:
-Serio, o bardziej oryginalnym zerwaniu nie słyszałem, ale ja
ci tego nie zrobię- uśmiechnęłam się lekko, a potem przytuliłam go. Odsunął
mnie na kawałek, a potem pocałował. Tym razem odwzajemniłam buziaka.
Całowaliśmy się namiętnie w deszczu. Oderwaliśmy się, aby zaczerpnąć powietrza.
Spojrzeliśmy znowu na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem. – chodź idziemy na
czekoladę- zarzucił ramię na moje barki i przyciągnął bliżej swojej klatki
piersiowej. Wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę kawiarni. Znowu byłam szczęśliwa
i czułam się bezpieczna, w ramionach Lou.
___________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz, ale jakoś nie było czasu, bo... sami wiecie głupia szkoła!! Mam nadzieję, że wam się spodoba i wyrazicie opinie na temat imagina, a w wolnym czasie wpadniecie na mojego nowego bloga:
buźka miśki ;**
Subskrybuj:
Posty (Atom)





