sobota, 4 stycznia 2014

The Versatile Bloger Award

Zostałam nominowana przez blog http://my-life-is-true-onedirection.blogspot.com/. Bardzo dziękuję <33


7 faktów o mnie: 

1. Mam 20 lat. 
2. Lepiej dogaduję się z chłopakami niż z dziewczynami. 
3. Studiuję informatykę. 
4. Słucham każdego rodzaju muzyki. 
5. Uwielbiam droczyć się z moim przyjacielem. 
6. Często potrafię pomóc innym ludziom a sobie nie. 
7. Mam wspaniałych przyjaciół.

Liebster Blogger Award

Zostałam nominowana przez blog http://my-life-is-true-onedirection.blogspot.com/. Serdecznie dziękuję ;)

Pytania od http://my-life-is-true-onedirection.blogspot.com/:

1. ILE MASZ LAT?
1. 20.
2. Z JAKIEGO WOJEWÓDZTWA JESTEŚ?
2. Małopolskie.
3. DLACZEGO PISZESZ OPOWIADANIA.
3. To jest moja pasja, sposób na oderwanie się od rzeczywistości, problemów albo zapisanie moim snów oraz marzeń.
4. MASZ JAKIEŚ MARZENIE ZWIĄZANE Z ONE DIRECTION?
4. Tak, chciałabym poznać tych wariatów, pogadać z nimi, zdobyć autografy i ich przytulić.
5. CHCIAŁA BYŚ POJECHAĆ DO LONDYNU?
5. Tak.
6. PODOBA CI SIĘ MÓJ BLOG?
6. Tak.
7. MASZ ZWIERZĘ?
7. Tak.
8. JAKI JEST TWÓJ ULUBIONY KOLOR I Z CZYM SIĘ WIĄŻE?
8. Zielony i brązowy. Zielony to nadzieja oraz kolor moich oczu. A brązowy to kolor oczu mojego przyjaciela.
9. KIM CHCESZ BYĆ W PRZYSZŁOŚCI?
9. Szczęśliwą żoną i matką :D
10. PODOBA CI SIĘ SWÓJ WYGLĄD?
10. Można powiedzieć, że tak.
11. CO BYŚ ZMIENIŁA W MOIM BLOGU?
11. Nic bym nie zmieniła, jest wspaniały.



Blogi, które nominuję:




Pytania dla nominowanych:

1. Czy Internet jest lepszy od świata rzeczywistego?
2. Jakie są trzy najważniejsze rzeczy, które dają Ci szczęście?
3. Lubisz czytać książki?
4. Masz płytę "Midnight Memories"?
5. Która piosenka z wyżej wymienionej płyty podoba Ci się najbardziej?
6. O czym marzysz?
7. Masz rodzeństwo?
8. Jaki kolor lubisz?
9. Co byś zrobiła, gdyby Twój idol/idolka/idole zapukali by do Twoich drzwi?
10. Co skłoniło Cię do założenia bloga?
11. Imię Twojej pierwszej miłości?

piątek, 3 stycznia 2014

Louis



Dla: Beata Słowikowska



Louis w tym imaginie nie jest sławny



PERSPEKTYWA [T.I.]

- Co to masz? - zapytał mój kolega z roku widząc białą kopertę z moim imieniem i nazwiskiem
- Sam zobacz. - rzekłam
- Z kim pójdziesz na to wesele?
- Chyba sama. - powiedziałam i nagle wpadłam na pomysł - A może Ty pójdziesz ze mną? Tak po koleżeńsku. 
- No ale... - zaczął Louis
- Nie lubisz mnie?
- Nie o to chodzi, bardzo Cię lubię. Tylko Twoja rodzina.
- Ojciec sam mnie zachęcał żebym z Tobą poszła. - zaśmiałam się - A resztą się nie przejmuj. Idziesz ze mną, nie z nimi. Przedstawię Cię jako mojego kolegę i wszystko będzie dobrze. 
- Ok, zgadzam się. - wyszeptał
- Serio?? - zdziwiłam się
- Tak, pójdę z Tobą na to wesele.
- Dziękuję Ci bardzo. 
Cały dzień na uczelni przesiedziałam z uśmiechem na twarzy. Radość mnie rozpierała od środka. Gdy tylko wróciłam do domu zalogowałam się na Facebook'a i napisałam mojej przyjaciółce
"Louis idzie ze mną na wesele kuzyna. Zgodził się :D"
Za 10 minut pojawiła się wiadomość od [I.T.P.]
"Naprawdę?"
Odpisałam
"Tak. Sama jeszcze nie mogę w to uwierzyć."
"Bardzo się cieszę :D"
"Ja też :) Powiem mu co czuję."
"Pozostaje mi odwagi i szczęścia życzyć."
"Dziękuję :*"
Na tym zakończyła się nasza rozmowa . Powtórzyłam szybko materiał z zajęć i wzięłam się za przygotowywanie obiadu. Gdy spożywałam przyrządzony przez siebie posiłek do domu wrócili rodzice. 
- Zanim cokolwiek powiecie to ja chciałam Was poinformować, że idę z Louis'em na wesele. 
- Ale jak to? Przecież go nie znamy. - wypytywała się mama
- To jest tylko mój przyjaciel. Wiem, że go nie znacie. Ale ja jestem dorosła i będę sama decydować z kim się wybieram. 
- Dobrze, mam tylko nadzieję, że nie przyniesie nam wstydu.
- Mamo... - wkurzyłam się
- Już nic nie mówię.

PERSPEKTYWA LOUIS'A

Troszkę obawiam się tego wesela. Znam tylko [T.I.] i będę się tak czuł trochę nieswojo. Muszę jeszcze powiedzieć rodzicom o tym, że będę towarzyszył mojej koleżance z roku na ceremonii zaślubin i późniejszej zabawie. Postanowiłem zrobić to jak tylko dotrę do mieszkania. Więc gdy tylko przekroczyłem próg mieszkania rzekłem
- Muszę Wam powiedzieć coś ważnego. - zacząłem - [T.I.] zaprosiła mnie na wesele swojego kuzyna, zgodziłem się. 
- Czy Wy jesteście razem? - zapytał ojciec
- Nie, to tylko moja przyjaciółka. 
- To Twoja decyzja. Pamiętaj tylko, że masz się porządnie zachowywać i o nią dbać. 
- Dobrze tato.

KILKA DNI PÓŹNIEJ

[T.I] właśnie wysłała mi sms-a
"Powiedziałeś już swoim rodzicom o weselu?"
"Tak. I nie było źle" - odpisałem 
"To dobrze. Musimy pomyśleć nad jakimś prezentem. Masz może jakiś pomysł?"
"Moi rodzice zazwyczaj kupowali komplet pościeli."
"O, fajny pomysł."
"Serio?"
"Tak. Możemy iść w tym tygodniu kupić prezent?"
"Tak wcześnie?"
"Zostało półtorej miesiąca. Wolę mieć prezent w domu niż martwić się, że jeszcze muszę go kupić."
"Rozumiem. Pasuje Ci w piątek po zajęciach?"
"Tak :)"
"No to do zobaczenia."

DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
PERSPEKTYWA [T.I.]

Prezent już kupiony. Oboje jesteśmy z niego zadowoleni. Teraz pozostał wybór lub zakup ubrań i jesteśmy gotowi. Dziś mam iść do domu Tomlinson'a aby przejrzeć jego szafę. Trzeba wybrać mu garnitur a podobno ma ich kilka. Okazało się, że to prawda. Przede mną wiszą cztery komplety ubrań i nie wiem na który się zdecydować.
- Przymierz wszystkie garnitury. Muszę zobaczyć jak w nich wyglądasz.
- No dobrze.
- Nie marudź tylko rusz ten zgrabny tyłeczek bo czekają nas jeszcze zakupy.
- Co? - zdziwił się
- Muszę kupić sukienkę i potrzebuję Twojej rady.
- Ok, idę więc się ubierać.
Po godzinie zdecydowaliśmy się na czarny, klasyczny garnitur bez żadnych wzorków. Trzeba tylko dokupić do niego krawat i mój partner będzie gotowy. Zakupimy go gdy będę poszukiwać sukienki idealnej a nie będzie do łatwe bo jestem bardzo wybredna. Po tygodniu chodzenia po sklepach kupiłam śliczną sukienkę w cytrynowym kolorze w czarnym paskiem. Wyglądam w niej bardzo ładnie.
- No to można powiedzieć, że jesteśmy gotowi.
- To fajnie. - chłopak się uśmiechnął - Ślicznie wyglądasz w tej sukience.
- Dziękuję. - i pocałowałam go w policzek - Przepraszam, poniosło mnie trochę.
- Nic się nie stało. Po prostu trochę się zdziwiłem.
- Ale ja nie powinnam, przecież Ty jesteś tylko moim kolegą, ja...
- No już. - popatrzył mi prosto w oczy - Wszystko jest dobrze. Zrobiłaś to w przypływie radości i się nie gniewam. Uwierz w to.
- Dobrze. - wyszeptałam
- Grzeczna dziewczynka.

MIESIĄC PÓŹNIEJ

Już jutro ślub. Troszkę się boję. Powiedzieć czy nie powiedzieć? Zaryzykować czy ukrywać się z tym i cierpieć dalej? pytałam się. Postanowiłam poprosić o radę przyjaciółkę.
- Kochana, powiedz mi. Mam zaryzykować i powiedzieć Louis'owi co czuję? Teraz się waham i nie wiem co zrobić.
- Zaryzykuj, powiedz mu. Będziesz wiedzieć na czym stoisz.
- Ale ja się boję...
- Mam to za Ciebie zrobić?
- Nie, powiem mu podczas wesela. I mam nadzieję, że nic nie zepsuję tym wyznaniem.
- Dobrze będzie. Odezwij się jak wrócisz.
- Ok, dziękuję :*
[I.T.P.] po raz kolejny mi pomogła, dzięki niej wiem, że podjęłam słuszną decyzję. Teraz pozostało mi mieć nadzieję, że nie spełnią się najczarniejsze scenariusze tej sytuacji.
- [T.I.], pora spać. - zawołała moja mama
- Tak, już gaszę światło.
Zrobiłam tak jak powiedziałam mamie ale i tak nie mogłam zasnąć. W mojej głowie był tylko on. Widziałam jego oczy, czułam perfumy tak jakby był koło mnie. Z tą myślą oddałam się w objęcia Morfeusza. Rano obudził mnie telefon. No kto śmie się do mnie dobijać o tej porze wyszeptałam.
- Halo. - odebrałam telefon
- Hej. A co Ty taka smutna? - usłyszałam
- Nie smutna tylko niewyspana. Obudziłeś mnie.
- Przepraszam. - było słychać smutek w głosie Lou
- No już, nic się nie stało. I tak mama miała mnie zaraz obudzić.
- To dobrze. O której mam po Ciebie przyjechać?
- Koło 10.
- Ok, do zobaczenia.
I dopiero gdy się rozłączył dotarło do mnie jak mało mam czasu aby się zebrać. Opuściłam więc prędko łóżko i udałam się w kierunku kuchni. gdzie czekało na mnie pyszne śniadanko. Jak tylko opróżniłam talerz udałam się do łazienki. Szybko umyłam ciało i włosy, wysuszyłam je i ubrałam luźne ciuchy ponieważ spieszyłam się do fryzjera. W salonie fryzjerskim spędzę pewnie z godzinę ale za to fryzurę będę mieć śliczną. Potem zostanie ubranie się i zrobienie trwałego makijażu. Mam nadzieję, że wyrobię się z tym w godzinę.
- [T.I.], rusz się leniu. - krzyknął mój tata
- Idę już. Fryzjer nie zając, nie ucieknie.
- Ale Ty się nie wyrobisz.
- Nie prawda, właśnie wychodzę. - i zabrałam mu kanapkę
Po 55 minutach spędzonych w fotelu moja fryzura była gotowa. Romantyczna i delikatna. Wróciłam więc do domu i zastałam tam niespodziankę.
- Louis, co Ty tu robisz? - zdziwiłam się
- Przyjechałem troszkę wcześniej. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.
- Nie, gdzież by. - uśmiechnęłam się
- To dla Ciebie. - chłopak wręczył mi bukiet herbacianych róż, moich ulubionych kwiatów.
- Dziękuję bardzo.
- Nie ma za co. Śliczna fryzura.
- Cieszę się, że Ci się podoba. A teraz muszę się ubrać więc przepraszam. - i udałam się w kierunku mojego pokoju
Tam zrobiłam makijaż i zaczęłam się ubierać lecz miałam problemy z sukienką. Postanowiłam więc poprosić kogoś o pomoc.
- Mamo, przyjdziesz mi pomóc? - zawołałam
Po chwili ktoś wszedł do pokoju lecz nie była to wołana przeze mnie osoba. Poczułam męskie perfumy.
- Twoja mama jest zajęta więc przyszedłem. - usłyszałam głos Lou - W czym Ci pomóc?
- Nie mogę zapiąć sukienki.
Od razu usłyszałam dźwięk zasuwania zamka i byłam gotowa.
- Dziękuję.
- Nie ma za co, ślicznie wyglądasz.
- Dzięki.
Stanęłam przed lustrem aby ubrać biżuterię. Tomlinson do mnie dołączył. Jego osoba znajdowała się za mną, nasze odbicia w lustrze...
- Ładnie razem wyglądamy. - powiedziałam
- To Ty ładnie wyglądasz. Ja się chowam w Twoim cieniu. - rzekł brunet
- Dziękuję ale troszkę przesadzasz. Ładne masz oczy.
- Dzięki. - speszył się
- [T.I.] musimy już jechać. - dotarło do mojego pokoju wołanie mamy
- Już idziemy. - zawołałam. - Poczekajcie w aucie, pojedziemy za Wami.
Spryskałam się jeszcze perfumami, zabrałam prezent i zeszliśmy na dół zamykając za sobą dom. Po chwili ruszyliśmy aby zdążyć na czas. Louis gdy tylko mógł patrzył w moją stronę, to było bardzo miłe. Ja cały czas myślałam o tym jak to będzie gdy mu wyznam co czuję i w pewnym momencie się rozpłakałam. Chłopak to zauważył i zjechał na pobocze. Wysiadł z auta, otworzył drzwi od strony pasażera, pomógł mi opuścić auto i mnie przytulił.
- Co się stało? - zapytał zmartwiony
- Nic. - szlochałam
- No już, nie płacz. - odsunął mnie od swojego ciała i otarł łzy - No i widzisz jak ślicznie się uśmiechasz. - mówił gdy podążał w kierunku miejsca dla kierowcy
Z myślą, że wszystko będzie dobrze uśmiechałam się przez resztę drogi. Gdy tylko zaparkowaliśmy mama zaczęła wypytywać co się stało. Powiedziałam jej, że źle się poczułam ale, że teraz wszystko jest w porządku. Uwierzyła w to i nie dopytywała się więcej. Louis dołączył do mnie i złapał mnie za rękę. Dodało mi to otuchy i pewności siebie. Weszliśmy po chwili do kościoła aby oczekiwać tam na parę młodą. Po 5 minutach pojawili się. Wyglądali prześlicznie. Panna młoda miała białą, długą i skromną suknię a pan młody czyli mój kuzyn miał czarny frak. Widać było jak bardzo się kochają. Przez głowę przeszła mi myśl kiedyś będę tak wspaniale wyglądać z Lou, będziemy przyrzekać sobie wierność, miłość i uczciwość małżeńską oraz, że nie opuścimy się aż do śmierci. Wywołało to u mnie jeszcze większy uśmiech. Po zakończonej ceremonii podjechaliśmy pod pięknie przystrojony dom weselny. Po przywitaniu nowożeńców przez rodziców udaliśmy się na salę. Po wzniesieniu toastu przyszedł czas na wręczanie prezentów. Złapałam więc mojego towarzysza za rękę aby ustawił się wraz ze mną w kolejce. Mój kuzyn od razu wypytywał czy Louis to mój chłopak więc wyprowadziłam go z błędu. Powiedział mi, żebym się nie ukrywała ale ja udawałam, że go nie usłyszałam i zamieniłam się miejscem z Tomlinsonem aby złożyć życzenia wybrance żonie mojego kuzyna. Ona również wspomniała coś o relacji pomiędzy mną a chłopakiem ale również nie zwróciłam na to uwagi. Pociągnęłam chłopaka ze rękaw i zajęliśmy miejsce koło moich rodziców. Brunetowi nie podobało się to za bardzo ale nie mieliśmy innego wyjścia żeby nie musieć od razu się tłumaczyć, że nie jesteśmy razem. Choć i tak nie unikniemy tego.

DWIE GODZINY PÓŹNIEJ

Wesele już na dobre się rozkręciło a każdy z mojej rodziny wie, że Lou to tylko mój przyjaciel. Gdy była chwila przerwy przypomniało mi się, że miałam chłopakowi coś powiedzieć. Poprosiłam go aby wyszedł ze mną na pole. Zgodził się. Gdy tylko znaleźliśmy się na zewnątrz i usiedliśmy na ławce zaczęłam mówić
- Louis, ja muszę Ci coś powiedzieć. Tylko się nie denerwuj, proszę Cię.
- No dobrze, słucham.
- Bo ja się...Ty...zakochałam się.
- To wspaniale.
- W Tobie się zakochałam.
- Ale ja Cię nie kocham, jesteś dla mnie tylko koleżanką.
- Spoko, rozumiem. Wiedziałam, że tak będzie. Idź się bawić a ja idę się przejść.
- Tylko nie zrób żadnej głupoty.
- Nie powinno Cię to interesować. Przecież jestem TYLKO KOLEŻANKĄ.
- Przepraszam.
- W dupę sobie to przepraszam wsadź. Zejdź mi z oczu i to natychmiast. - powiedziałam. A moje serce krzyczało przytul mnie głupku.

GODZINĘ PÓŹNIEJ
PERSPEKTYWA LOUIS'A

Wyznanie [T.I.] bardzo mnie zaskoczyło. Ja nie wiedziałem, nie przypuszczałem, że ona może się we mnie zakochać. I jeszcze jej reakcja na to co powiedziałem. W sumie to się nie dziwię. Tylko martwię się bo jeszcze nie wróciła. Mam nadzieję, że zaraz się pojawi i jakoś się dogadamy, nadal będziemy się przyjaźnić. Nie chciałbym stracić takiej koleżanki bo jest ona wspaniałą osobą. Próbowałem alkoholem wybić sobie z głowy martwienie się o nią lecz nie udawało mi się to. Gdy sięgałem po kolejny kieliszek wódki koło mnie pojawiła się [T.I.]. Przytuliła się do mnie i powiedziała
- Przepraszam. Czy jest szansa żebyśmy dalej się kolegowali? Zależy mi na tym.
- To ja Cię przepraszam, mogłem Cię zatrzymać. I chcę dalej się z Tobą przyjaźnić bo jesteś wspaniałą osobą.
- Dziękuję.
Wesele minęło nam bardzo szybko. [T.I.] cały czas była smutna i obwiniałem siebie o to. Pozostało mi tylko mieć nadzieję, że smutek i rozczarowanie ustąpi miejsca radości, tak jak było to wcześniej.



Przepraszam dziewczynę dla której jest ten imagin z całego serca, że tak długo go pisałam. Ale wiesz, miałam pewne nie za fajne sytuacje które to spowodowały. Udało mi się jednak dokończyć tego imagina szybciej niż się tego spodziewałam i mam nadzieję, że się Wam spodobał. Proszę Wam o komentarze bo chciałaby wiedzieć ile Was jest, ilu mam czytelników. 

wtorek, 31 grudnia 2013

Liam







Nie mogę, nie potrafię. Tak strasznie ciężko mi bez niego. Nie widziałam go już od 7 dni, nie odzywa się od dwóch. Brak mi go, tego uśmiechu, tych oczu, tych perfum. Tak bardzo go kocham ale on o tym nie wie. Kiedyś mu to powiem. I pewnie nastąpi to szybciej niż mi się wydaje bo ja już tak dalej nie mogę. Codziennie myślę o nim, martwię się. A on po prostu się nie odzywa. Czemu on mi to robi? Czy nie rozumie jak bardzo to boli? Sam daje mi sprzeczne sygnały. Martwi się o mnie, troszczy się, myśli o mnie czasami ale przychodzą takie dni kiedy ja dla niego nie istnieje. Nawet nie wiecie jak to boli. Widzieć bardzo ważną osobę dla nas traktującą nas jak powietrze. Siedzi on w moich myślach 24 godziny na dobę, śni mi się już z tej tęsknoty. Najgorsze jest to, że nie wiem czy on żyje. Gdybym wiedziała, że wszystko jest dobrze tylko nie chce ze mną gadać byłabym spokojniejsza. A tak boję się o niego bo miewał on różne myśli, niektóre bardzo głupie. I jeszcze ma doła od kilku miesięcy po tym jak dziewczyna z nim zerwała. Zawsze przy nim byłam, wspierałam i teraz też się martwię. Mam nadzieję, że niedługo się odezwie, przeprosi za swoje zachowanie i się wytłumaczy.

DZIEŃ PÓŹNIEJ

No i się odezwał. Napisał
"Spróbuj przez kilka dni pic codziennie to pogadamy czy będziesz myśleć o gadaniu ze znajomymi czy o tym  żeby umrzeć ;)"
Odpisałam mu
"Ja się martwiłam o Ciebie i cały czas się martwię bo mam wrażenie, że coś niedobrego się z Tobą dzieje."
Liam na to
"No to dobrze Ci się wydaje. Do tej pory był luz bo piłem i się nic nie martwiłem. A teraz już do sylwestra koniec z piciem i cały czas z rodziną :("
No tak, nie wspomniałam Wam, że Payne ma problemy z ojcem. Jest on wybuchowy, próbuje wszystkimi rządzić. Ogólnie nie jest za fajnie. I martwi mnie jego zachowanie bo nie można przecież topić smutków w alkoholu, to nic nie da. Ja się tylko będę o niego martwić bo go kocham. Całe moje serducho należy tylko do tego głupka. A on się tak bezmyślnie zachowuje. Przemyślałam sobie całą tą sytuację przez noc bo jak zwykle nie mogłam spać. Postanowiłam zaoferować mu moją pomoc. Napisałam więc
"Jakbyś nie chciał siedzieć w domu albo jakbyś czuł, że potrzebujesz z kimś pogadać to daj znać, do mnie zawsze możesz przyjechać i postaram się pomóc."
Byłam bardzo ciekawa jego reakcji. Gdy tylko przeczytałam jego wiadomość miałam ochotę skakać ze szczęścia. Było w niej
"A przyjmiesz mnie 31 grudnia na kilka godzin?"
No i co mam Ci odpisać, to chyba oczywiste. Wystukałam więc na klawiaturze
"Jeżeli tylko chcesz to możesz wpadać, nawet na cały dzień ;)"
"No to do zobaczenia :D" pojawiło się za chwilę na ekranie
Cieszyłam się teraz jak małe dziecko. On, misiak mój kochany, przyjedzie do mnie i spędzi w moim mieszkaniu kilka godzin. Ten rok zakończy się dla mnie wspaniale. Po godzinie dotarło do mnie, że mam dwa dni na bardzo dokładne posprzątanie całego mieszkania. Włączyłam więc moje radio i w rytm muzyki, podśpiewując pod nosem sprzątałam. Skończyłam nad ranem, całe mieszkanie lśniło a ja padałam z nóg. Podążyłam więc do łóżka. Spałam przez jakieś 5 godzin, obudził mnie dźwięk przychodzącej wiadomości tekstowej
"Na pewno nie będę Ci przeszkadzać?"
Ten Liam naprawdę czasami martwi i przejmuje się za bardzo, szczególnie wtedy, kiedy jest to niepotrzebne.
"Nie będziesz mi przeszkadzał. I nie próbuj odwoływać swojego przyjścia bo będzie mi smutno."
"Ok, nie chcę żebyś była smutna."
I znowu po przeczytaniu wiadomości od bruneta szczerzę się jak głupia do telefonu. Naszła mnie myśl, że trzeba jakoś ten czas zorganizować więc udałam się na zakupy. Zakupiłam wszelkie produkty potrzebne do zrobienia Rafaello, które już tak dawno obiecywałam chłopakowi. Jak się zgodzi to zrobimy je razem, przynajmniej się do czegoś przyda. Oczywiście nie Rafaello tylko wizyta chłopaka. Muszę mu przecież jakoś ten czas spędzony w moim mieszkaniu zorganizować.

31 grudzień, godz. 12.00

Dziś jest ten dzień, który spędzę z Liam' em. Trochę się tego obawiam bo nie spędzaliśmy wcześniej tyle czasu w swoim towarzystwie. I na początku pewnie będzie troszkę dziwnie, ale jestem pewna, że jak się rozkręcimy to czas szybko nam zleci. Ubrałam się w czarne rurki i beżową bluzkę z Myszką Miki. Zrobiłam lekki makijaż, spięłam włosy i gdy tylko skończyłam do drzwi ktoś zapukał. Był to nie kto inny tylko Li.
- Ty tu tak sam, bez niczyjej pomocy dotarłeś??
- No wiesz co, takim pytaniem mnie witać.
- Głupio wyszło, przepraszam. I wchodź, nie będziesz przed drzwiami sterczał jak głupi. - uśmiechnęłam się
- Na początku mam do Ciebie pytanie.
- Słucham.
- Czy mógłbym razem z Tobą spędzić Sylwestra? Nie chcę jechać do domu ze względu na ojca.
- Rozumiem. I jak chcesz to możemy razem ten dzień spędzić, będzie mi bardzo miło.
- Uff, to dobrze. - sięgnął po plecak - Mam tu coś na rozluźnienie. - uśmiechnął się
- Ok. A ja mam dla nas zadanie do wykonania. - Payne się skrzywił - Zaplanowałam robienie Rafaello.
- Takie rzeczy to ja mogę robić.
- To chodźmy do kuchni póki jesteśmy trzeźwi.
- Dobrze, będziemy mieli co zajadać.
Przy robieniu słodyczy fajnie się bawiliśmy. Przy okazji nabałaganiliśmy w kuchni więc Liam to posprzątał. Zajęła nam ta "zabawa" dwie godziny więc pozostało jeszcze sporo czasu do północy. Ja siedząc na sofie zasnęłam opierając głowę o ramię chłopaka. Muszę przyznać, że było mi bardzo wygodnie. Po pewnym czasie obudził mnie głos, ktoś mówił moje imię.
- O co chodzi? - zapytałam nie otwierając jeszcze oczu
- Miałaś zły sen. Krzyczałaś. Martwiłem się więc postanowiłem Cię obudzić. - tłumaczył się brunet
- Dziękuję bardzo. - przytuliłam chłopaka
- Nie ma za co. - uśmiechnął się i popatrzył się tymi ślicznymi, brązowymi oczami w moje. Sama nie wiem czemu ale oblizałam. Li to zauważył i zaczął się do mnie przybliżać. W pewnym momencie jego usta musnęły moje. Odsunął się gwałtownie jakby chciał uciec. Złapałam go za rękę, popatrzyłam prosto w oczy i powiedziałam
- Nic się nie stało, spokojnie. Tylko powiedz mi, dlaczego to zrobiłeś?
- Bo ja...Ty...ja się zakochałem w Tobie. - wydukał
- Naprawdę?? - zdziwiłam się
- Tak. - jego uśmiech zniknął
Usiadłam na jego kolanach, popatrzyłam w oczy, zbliżyłam się do ucha i wyszeptałam
- Też Cię kocham.
W jego oczach pojawiła się radość. Objął mnie i zaczął całować. Gdy tylko odsunęliśmy się od siebie powiedziałam
- Możesz mnie uszczypnąć?
- Dlaczego??
- Bo czuję się jak we śnie. - chłopak się zdziwił - kocham Cię już od roku. I miałam Ci już to powiedzieć niedługo bo to uczucie mnie zabijało. Zazdrość, tęsknota... Nie było to przyjemne.
- Rozumiem skarbie, ale teraz już tak nie będzie. Teraz będę zawsze przy Tobie, obiecuję. - popatrzył na mnie - Ej, nie płacz.
- To z radości i szczęścia. - uśmiechnęłam
- Takie łzy jeszcze jakoś stoleruję. - zaśmiał się

Tego Sylwestra spędzamy razem, szczęśliwi i zakochani po uszy. Wszystko nabrało teraz barw, przy nim życie jej inne, lepsze i nie wyobrażam sobie teraz życia bez Liam' a.

Mam dla Was taki nietypowy jak dla mnie imagin, nie pisałam jeszcze czegoś takiego. Mam nadzieję, że się spodoba. A te rozmowy po części wzięłam z mojego snu a po części z rozmów, które odbyły się pomiędzy moim przyjacielem a mną.

Przy okazji chciałabym Wam życzyć szalonego, niezapomnianego Sylwestra oraz spełnienia marzeń i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :* A wszystkim piszącym dużo weny <33

wtorek, 24 grudnia 2013

Louis






Ho ho ho. Wszędzie roznosił się ten okrzyk. Przed świętami w sklepach roi się aż od Mikołajów a ja nie miałem czasu wcześniej kupić prezentów dla rodziny. Na szczęście dla sióstr mam już podarki, zostali mi rodzice. Im zawsze najtrudniej cokolwiek kupić, szczególnie, że tak rzadko się widujemy. O, mam pomysł. Tacie kupię zegarek o którym wspominała mi mama. A jej kupię śliczną biżuterię do niedawno zakupionej sukienki. Po dwugodzinnych poszukiwaniach miałem wszystkie prezenty. Pozostało dotrzeć do domu. Jak zwykle w świątecznym okresie napotkałem korki więc postanowiłem się przejść bo nie miałem daleko do domu. Przy okazji przypomniałem sobie jak wygląda okolica w której mieszkam. Pozmieniało się tu sporo przez 8 miesięcy, na lepsze oczywiście. Po 20 minutach stałem już pod domem. Przez zamknięte drzwi słyszałem kolędy śpiewanie przez moje rodzeństwo. Wszedłem więc cicho do domu i krzyknąłem
- Niespodzianka!!
Wszyscy zdziwili się na mój widok.
- Synku, przecież miało Cię nie być. - powiedziała moja mama
- No wiesz co, tak mnie witać. - zaśmiałem się - Uciekliśmy managerowi.
- Tak się cieszę. - wyściskała mnie i zaraz w jej ślad poszła reszta rodziny
- Bo mnie podusicie. Ledwo przyjechałem i Wam ucieknę. - rzekłem
- Nie tak łatwo. - moje siostry mnie zapewniły - Z nami nie będę tak łatwo
- Wiem coś o tym. - wyszeptałem - A teraz proszę mi nie przeszkadzać, potrzebuję odpocząć.
Tak naprawdę to chcę zapakować prezenty i nie chcę żeby je widzieli. No bo co to za niespodzianka jak wie się co kryje się pod choinką. Czynność ta zajęła mi trochę czasu bo postanowiłem rozpieścić trochę moją rodzinę i wynagrodzić im w pewien sposób moją tak długą nieobecność. Po godzinie spędzonej na pakowaniu upominków dla najbliższych zszedłem na dół aby pomóc mamie w przygotowaniach. Krzątała się ona po kuchni dokańczając potrawy których jak zwykle było bardzo dużo.
- Mamo, mogę Ci w czymś pomóc? - zapytałem
- O, dobrze, że jesteś. Trzeba sałatkę zrobić. Tu masz wszystkie produkty - wskazała na słoiki przede mną - pokrój je w drobną kostkę.
- Dobrze.
Wykonywałem więc polecone mi zadanie bardzo dokładnie i ostrożnie żeby się nie uszkodzić. Udała mi święta niełatwa czynność. Zostało tylko poukładać wszystko na stole i umieścić prezenty pod choinką. Nie zajęło mi to dużo czasu. Koło 18 zasiedliśmy całą rodziną przy stole podzieliwszy się uprzednio opłatkiem. Czas ten minął nam bardzo miło, dawno nie mieliśmy okazji siedzieć razem przy stole. Po wieczerzy przyszedł czas na prezenty, które nie mieściły się już pod świątecznym drzewkiem. Rozpakowaliśmy je wspólnie i zachwycaliśmy się podarkami. Cały wieczór minął nam w rodzinnej atmosferze. Na godzinę 24 udaliśmy się do kościoła na pasterkę, która była tajemnicza. Po powrocie do domu kolędowaliśmy jeszcze. I gdy dopadło nas zmęczenie udaliśmy się radośni do łóżek.





Kochani, imagin jest pisany dzisiaj więc wybaczcie mi to, że jest tak krótki.
Chciałabym Wam przy okazji życzyć spokojnych, rodzinnych i radosnych świąt Bożego Narodzenia.

niedziela, 15 grudnia 2013

Margaret, Harry i Zayn






PERSPEKTYWA MARGARET

Dziś najważniejszy dzień w moim nastoletnim życiu. Mam odebrać wyniki z matury. Od nich zależy moja przyszłość. Ubrałam się, zrobiłam makijaż i ruszyłam w kierunku szkoły pewna, że egzamin dojrzałości zdałam. Lecz gdy tylko otrzymałam dokument rozczarowałam się. Ze wszystkich przedmiotów miałam poniżej 30% punktów. Nawet z matematyki, która była moim ulubionym przedmiotem. Wyszłam szybko ze szkoły nie zwracając uwagi na ludzi i gdy tylko dotarłam do domu to rzuciłam się z płaczem na łóżko. Cała moja przyszłość legła w gruzach. Jak ja to powiem rodzicom?
Nagle poczułam czyjś dotyk na ramieniu. To był tata.
- Gratuluję córeczko. Matura poszła Ci świetnie. – powiedział
- Że co? – wyrwałam mu dokument – Czyli to był tylko sen. – ulżyło mi.
- Mamy z mamą dla Ciebie niespodziankę. Jest to prezent z okazji urodzin i nagroda za bardzo dobrze zdaną maturę.
- Co to jest? – spytałam podekscytowana
Rodzice wręczyli mi do rąk coś wspaniałego. Coś o czym marzyłam od zawsze. Bilet do Londynu. Do miasta tętniącego życiem. Do miejsca gdzie powinnam mieszkać. Od zawsze wiedziałam, że to właśnie to miasto jest mi przeznaczone. To były marzenia 13 letniej dziewczynki. Marzenia, które teraz się spełnią.
- Aaa, dziękuję Wam bardzo. – już po chwili przytulałam rodziców – Tak bardzo się cieszę.
- Mamy Ci jeszcze coś do powiedzenia. – wpatrywałam się w mamę jak w obrazek – W Londynie czeka na Ciebie domek. Twój własny dom. Możesz go urządzić jak tylko chcesz. Mamy nadzieję, że Ci się spodoba. – dokończyli oboje
- Mój…własny dom. Wy żartujecie, prawda? Ja śnię? – pytałam w kółko
- Nie córeczko, to prawda. Masz tu zdjęcia posiadłości, która należy tylko do Ciebie.- tata wręczył mi mały album
- Jest prześliczny, nie wiem jak mam Wam dziękować. – skakałam z radości
- Kochanie .. wylot masz jutro wieczorem. – tata powiedział niepewnie
- Tak szybko chcecie się mnie pozbyć? – zaśmiałam się
Od razu zaczęli się wykręcać. Posłałam i pełen ciepła uśmiech i przytuliłam ich.
- Idę się pakować. – powiedziałam i poszłam do swojego pokoju
Wyjęłam swoją walizkę ale jak popatrzyłam na to ile rzeczy muszę spakować to się przeraziłam i opadłam na łóżko. Jednak nadal cieszyłam się że wyjeżdżam. Nic już mnie tu nie trzyma.
- Londynie , nadchodzę. – uśmiechnęłam się do siebie i w niesamowitym nastroju zaczęłam się pakować

TRZY GODZINY PÓŹNIEJ

Wreszcie skończyłam się pakować. Mam trzy walizki. Nigdy bym nie pomyślała, że mam aż tyle rzeczy. Ale cóż, mówi się trudno. Przecież się wyprowadzam, zaczynam nowe życie we wspaniałym mieście. Poznam nowych ludzi, zarobię pierwsze pieniądze i będę w pełni samodzielna. Wzruszyłam się jak zerkałam w stronę pustych szafek. Będzie mi brakować tego miejsca, to tu się wychowałam, w tym domu stawiałam pierwsze kroki, przeżywałam pierwszy zawód miłosny, spędziłam tu całe dotychczasowe życie. Gdy tylko skończyłam wspominać piękne chwile poszłam się umyć. Po chwili leżałam już w łóżku, ostatni raz spędzam w nim noc. Z uśmiechem na ustach zasnęłam. Obudziły mnie promienie słońca. Zrobiłam poranną toaletę i udałam się w kierunku kuchni bo mój brzuch upominał się o posiłek. Gdy skończyłam jeść, ubrałam się szybko i poszłam się pożegnać ze znajomymi. Pożegnania były trudne i pełne łez. Nie chciałam zostawiać dotychczasowych znajomych ale przecież zdobędę nowych. Przynajmniej mam taką nadzieję. Wróciłam na obiad. Po posiłku krótka drzemka, prysznic i znów pożegnanie. Zmoczyłam mamie ramiona moimi łzami, tacie też ale na lotnisku. Zapamiętałam tylko słowa taty: Nie wracaj na razie z wnuczkiem. Oboje się zaśmialiśmy i ruszyłam do odprawy. Przeszła pomyślnie i siedziałam już w samolocie. Po dwóch godzinach byłam już w Londynie, mieście z moich snów. Zamówiłam taksówkę i po pół godziny dotarłam do mojej posiadłości. Dom jest większy niż wydawał się zdjęciach i znajduje się w centrum miasta. Rodzice chyba czytali mi w myślach wybierając akurat to miejsce. Czułam się jak we śnie i nie chciałam się z niego budzić. To jest zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe mówiłam sobie. Otworzyłam białe drzwi i moim oczom ukazał się ogromny korytarz z wielką szafą na ubrania, wielkim lustrem i masą półek. Będę miała co sprzątać pomyślałam. Walizki pozostawiłam przy wejściu a sama wyruszałam na zwiedzanie domu. Na parterze znajduje się przestronny salon, kuchnia, łazienka i garaż. Na piętrze jest pięć sypialni, garderoba i druga łazienka. Wszystko do urządzenia tak jak sobie wymarzyłam. Wróciłam po swoje walizki i zaniosłam je do uprzednio wybranego pokoju. Wzięłam potrzebne rzeczy i ruszyłam by zmyć z siebie całą podróż. Nałożyłam na siebie świeże ubrania, włożyłam na nogi baletki i ruszyłam w przechadzkę po okolicznych parkach, kawiarenkach i takich miejscach. Przytrzymałam się na minutkę na Tower Bridge by pozwolić odpocząć moim nogom. Potem ruszyłam dalej. Chodziłam po różnych uliczkach kiedy zobaczyłam pewne intrygujące ogłoszenie o pracę. W szpitalu potrzebują wolontariusza. Pomyślałam, że mogę spróbować takiej pracy ponieważ od zawsze lubiłam pomagać ludziom w potrzebie. Spisałam nazwę szpitala i pojechałam taksówką w to miejsce. Gdy tylko dotarłam na miejsce udałam się w kierunku gabinetu dyrektora. Po krótkim oczekiwaniu rozpoczęliśmy rozmowę podczas której omówiliśmy moje obowiązki. Nie było to nic trudnego a każda praca się przyda. Miałam się stawić następnego dnia punktualnie o 8 rano pod gabinetem zarządcy budynku więc jak najszybciej wróciłam do domu robiąc po drodze małe zakupy. Do domu wróciłam już późnym wieczorem bo trafiłam na fajne promocje w sklepach a takiej okazji nie można było przegapić. Przy okazji zjadałam już obiad. Więc gdy tylko przekroczyłam próg domu udałam się w kierunku łazienki aby zaznać relaksującego wpływu kąpieli. Po godzinie byłam już w łóżku i czytałam moją ulubioną książkę. Nawet nie spostrzegłam się kiedy Morfeusz mnie objął i zabrał do swojej krainy. Obudziłam się wraz ze słonecznymi promieniami. Przeciągnęłam się i zerknęłam na zegarek. 7:01. Idealnie. Wzięłam świeże ubrania z walizki i pobiegłam pod prysznic, który ukoił każdy mój mięsień. Troszeczkę ogarnął mnie strach który i tak potem znikł. Wyszłam z łazienki i podążyłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapkę i nie spiesząc się specjalnie, zjadłam ją. Wzięłam torebkę z telefonem i portfelem i wyszłam z domu. Po drodze wstąpiłam po świeżą kawę. Popijając aromatyczny napój podążałam w kierunku szpitala. Gdy już byłam przed samym wejściem zderzyłam się z kimś. Podniosłam oczy, przede mną stał przystojny mulat z ślicznymi, brązowymi oczami.
- O mój Boże, nic Ci się nie stało? – zapytał chłopak
- Nie, nic mi nie jest. – odparłam wstając
- Przepraszam, zostawiłem gdzieś tu teczkę a zaczynam pracę i troszkę się śpieszę. – powiedział
- Tam coś leży. – wskazałam na ławkę – I ja też będę tutaj pracować.
- Dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. – krzyknął gdy zmierzał w kierunku wskazanym przeze mnie
Już bez przeszkód dotarłam pod gabinet dyrektora. Po chwili pojawił się tam poznany przeze mnie przed kilkoma minutami chłopak.
- Jeszcze raz dziękuję. – pokazał rząd białych ząbków – A tak w ogóle to Zayn jestem.
- Margaret, miło mi. – podałam mu dłoń
W tym momencie sekretarka dyrektora szpitala poprosiła nas do gabinetu. Weszliśmy oboje. Nie czułam stresu myśląc, że nie jestem tu jedyna nowa.
- Witam panie Malik i pani .. heh to śmieszne. Też Malik – zaśmiał się dyrektor
Malik? Jaki to ogromny zbieg okoliczności że mamy takie samo nazwisko.
Popatrzyliśmy z chłopakiem po sobie. Nasze miny wyrażały kompletne zdezorientowanie. Dyrektor wytłumaczył nam dokładnie czym będziemy się zajmować. Przydzielił nas na oddział dziecięcy. To dobrze. Lubię dzieci. I z tego co zauważyłam już pierwszego dnia pracy to Zayn też. Jednak po mojej głowie nadal chodził ten dziwny zbieg okoliczności. Ironia losu? Może. Dzieciaki były ucieszone gdy na oddziale zobaczyły młode osoby a nie podstarzałe już pielęgniarki. Korzystając z tego wymęczyli nas do ostatków sił. Jednak zarówno ja jak i Malik wyszliśmy z budynku zadowoleni z pierwszego dnia.
- Zayn, może wpadniesz do mnie na kawę i ciastko. Pogadamy troszkę, poznamy się skoro mamy razem pracować.
- Ok. Ale to ja zamawiam taksówkę. – powiedział
- Dobrze. – uśmiechnęłam się
Nie minęło pięć minut i jechaliśmy w kierunku mojego domu. Cały czas po głowie chodziło mi pytanie Skąd on ma takie samo nazwisko jak ja? Przerwał mi jednak czyjś głos, to był Zayn.
- Wysiadamy, nie śpij.
- Nie, ja nie śpię. Zamyśliłam się. – powiedziałam opuszczając pojazd
Chłopak opłacił kurs i udaliśmy się w kierunku mojego domu
- Ślicznie tu masz. – rzekł
- Dziękuję. Rodzice mi to podarowali. Dzięki nim tu jestem.
- To fajnie jest mieć kochającą rodzinę?
- Tak. A Ty nie masz rodziny?
- Wychowałem się w domu dziecka.
- Współczuję. – zerknęłam niepewnie na chłopaka otwierając dom
- To nic. Przyzwyczaiłem się do spędzania dni bez rodziców i rodziny. Ale cieszę się że ty masz do tego okazję.
Uśmiechnęłam się pod nosem i zaprosiłam chłopaka do domu. Pochwalił mój niedokończony jeszcze wystrój wnętrza. Zaparzyłam mocną kawę która zarówno przydała się mi jak i Zayn' owi po ciężkim dniu pracy. Rozmawiało nam się świetnie. Praktycznie to mieliśmy dużo wspólnych tematów. Niestety było już po 21 i musiał wracać do domu. Pożegnałam się z nim i udałam pod prysznic. Jednak podczas tej czynności moje myśli zajmowała jedna sprawa. A mianowicie nasza zbieżność nazwisk. Gdy tylko wyszłam z łazienki, usiadłam przed komputerem. Wpisałam w wyszukiwarkę nazwisko Malik i wyświetliło mi się kilka wyników. Weszłam w pierwszy. Pokazała mi się strona z gazety. Jej tytuł nosił nazwę „Zaginęło dwuletnie dziecko. Każdego kto go widział prosimy o kontakt.” Pod spodem było zdjęcie tego dziecka i numer kontaktowy rodziców. Przecież to nasz stary stacjonarny numer…Muszę pogadać z rodzicami. Zalogowałam się na Skype'a. Mama była dostępna więc do niej zadzwoniłam. Po chwili widziałam już twarz mojej rodzicielki.
- Nie masz mi czegoś do powiedzenia? – zapytałam
- O co Ci chodzi? – zmartwiła się
- A chłopak, Zayn Malik, coś Ci mówi?
- Margaret, możesz powtórzyć? – nie dowierzała w to co usłyszała
Napisałam więc imię i nazwisko chłopaka na kartce i pokazałam mamie.
- Kto to jest? – ponownie zadałam pytanie
- To Twój…brat. – wydukała
- Że co?? – wkurzyłam się
- Miał dwa latka i zaginął. Myśleliśmy, że nie żyje. Rok później urodziłaś się Ty.
- Mamo, dlaczego dopiero teraz mi to mówisz?
- Przepraszam kochanie, ja nie wiedziałam jak Ci to powiedzieć więc zachowałam to w tajemnicy.
- Gdyby nie moja praca nie wiedziałabym, że mam brata. Super. – wykrzyczałam – Muszę to wszystko przemyśleć. Odezwę się za jakiś czas.
Z niemałym impetem zamknęłam komputer i nerwowo zaczęłam chodzić po pokoju. Jak ona mogła mi to zrobić? Jak mogli zachować to w tajemnicy przede mną? Zayn musi się o tym również dowiedzieć. Jeszcze raz otworzyłam laptopa i wydrukowałam znaleziony wcześniej artykuł aby dać mu jutro do wglądu. Zmęczona wydarzeniami ułożyłam się do snu. Byłam bardzo ciekawa reakcji Zayn' a. Mojego .. brata. Znów obudziły mnie miłe promyczki słońca opadające na moją twarz. Byłam strasznie ciekawa reakcji Zayn’ a jednak złość na rodziców nadal mnie nie opuszczała. Szybko się zebrałam nie zapominając o spakowaniu wczorajszego wydruku. Gdy tylko dotarłam do miejsca pracy podałam kartkę Malik‘ owi i czekałam na jego reakcję.
- Czy to jest.. czy na zdjęciu jestem ja? – spytał niepewnie bo dokładnym przeanalizowaniu kartki
- Na to wygląda … – powiedziałam
- Czy to znaczy że jesteś moją siostrą?
- Tak Zayn.. .jestem Twoją siostrą … a Ty jesteś moim bratem – spojrzałam niepewnie na chłopaka
- Eee...to głupie trochę ale… na pewno rozmawiasz z rodzicami…mógłbym ich poznać?
- Jasne! Wpadnij dziś do mnie to porozmawiamy z nimi przez Skype' a.
- Jesteś pewna? Ja…ja ich nie pamiętam …nie znam i…
Przerwałam mu.
-Jest w porządku Zayn. Jestem pewna, że chcą poznać swojego syna. Chodźmy do pracy. – przytuliłam go

PERSPEKTYWA ZAYN’ A

Ja mam siostrę, ja mam rodziców. To wszystko mnie przerasta, tak dużo się nagle pozmieniało z moim życiu. Margaret jest bardzo śliczną dziewczyną, nigdy bym nie powiedział, że jest moją siostrą. Mam w głowie tyle pytań. Ciekaw jestem jak wyglądają nasi rodzice, czy będę się z nimi dogadywać, czy pokochają mnie…
- Ej, co jest? – spytała się moja siostra
- Myślę o tym jak to teraz będzie. Czy rodzice mnie zaakceptują i pokochają. Czy Ty mnie nie odrzucisz, czy
- Stop, nie zapędzaj się z tymi pytaniami. Dziś popołudniu się wszystko okaże ale mówię Ci, że będzie dobrze.
- Dziękuję. – powiedziałem
- Ale za co?
- Za to, że mnie wspierasz siostro.
- Od tego ma się rodzeństwo. – przytuliła mnie – Chodź, idziemy dalej pracować.

WIECZOREM W DOMU MARGARET

Właśnie za chwilę mam zobaczyć moich rodziców. Ciekaw jestem tego jak wyglądają, czy mnie pamiętają. Mam do nich tyle pytań, chciałbym poznać moją przeszłość, dlaczego wychowywałem się bez rodziny. To wszystko nie daje mi spokoju.
- Zayn, chodź na górę. Zaraz będę gadać z mamą i tatą. – zawołała mnie moja siostra
- Już idę. – i podążyłem w kierunku pokoju dziewczyny
Po pięciu minutach rozmawialiśmy już z rodzicami. Są tacy kochani, Margs jest bardzo podobna do mamy, ja bardziej do taty. Z wyglądu i z charakteru.  Po dwugodzinnej rozmowie byłem bardzo szczęśliwy. Mam kochającą rodzinę, siostrę. Tak wiele się zmieniło w moim życiu, na lepsze oczywiście.
- No i co się tak szczerzysz? – zapytała Margaret ale nie odpowiedziałem jej bo zadzwonił mój telefon, to Harry
- No hej stary, co tam u Ciebie? – usłyszałem w telefonie
- A pozmieniało się wiele. Jak chcesz pogadać to możemy się na mieście spotkać bo wiesz jakie są u mnie warunki.
Nagle Margaret napisała mi na kartce „Zaproś go tutaj, to też Twój dom.”
- Wiesz co Hazza, zmiana planów. Zaraz wyślę Ci adres pod którym możesz mnie spotkać.
- Czyżby jakaś nowa dupa?? – zaśmiał się
- Zamknij się już. Do zobaczenia głupku. – rozłączyłem się aby wysłać chłopakowi SMS-a i pogadać z moją siostrą.
- Czemu napisałaś, że to też mój dom? Przecież to Tobie podarowali go rodzice.
- Ale jesteś moi bratem i nie będziesz mieszkał w jakiejś dziurze. Idź sobie wybrać pokój, ostrzegam, że są nie urządzone.
- Dobrze, dziękuję.
Po 10 minutach wybrałem sobie pokój idealny. Pozostało tylko przenieść trochę moich gratów z poprzedniego mieszkania.

DWA DNI PÓŹNIEJ
PERSPEKTYWA MARGARET

Zayn, mój kochany brat, urządził się już w swoim pokoju. Jest stylowy i nowoczesny, podoba mi się. Ważne, żeby mulatowi dobrze się tu mieszkało. Robię wszystko z myślą o nim. Dziś wzięłam sobie wolne ponieważ chcę urządzić pozostałe pomieszczenia a nie chcę Zayn’ owi zawracać tym głowy. Otworzyłam więc laptopa i zaczęłam szukać mebli i farb. Czynność tą przerwał dzwonek do drzwi. Nie spodziewałam się żadnych gości ale poszłam otworzyć. Przede mną stał przystojny, zielonooki chłopak z burzą loków na głowie.
- Cześć, zastałem Zayn’ a? – zapytał
- Niestety nie. Jest w pracy ale niedługo powinien wrócić. Jeżeli zechciałbyś na niego poczekać to zapraszam do środka.
- Chętnie skorzystam z zaproszenia bo dawno się z tym durniem nie widziałem. – zaśmiał się chłopak
- Czyli Ty pewnie musisz być Harry, tak?
- Zgadza się. A Ty to?
- Margaret, Margaret Malik, siostra Zayn' a.
- Że co?? – chłopakowi szczęka ze zdziwienia opadła
- Sama niedawno się o tym dowiedziałam. Jak chcesz mogę Ci o tym opowiedzieć. – powiedziałam
Zrobiłam Harry’emu herbatę i zaczęłam opowiadać całą historię. Bardzo dobrze się mi z nim rozmawiało i nawet się nie spostrzegłam kiedy nadeszła godzina 22.
- Ja już będę szedł. Mam kawałek do domu. – rzekł Loczek
- To może zostaniesz na noc, ta sofa jest wolna a już jest późno i nie ma sensu żebyś po nocy jechał do domu.
- Naprawdę?? – zadziwił się
- Tak. Po za tym przywykłam, że jest ktoś w domu a Zayn’ a jeszcze nie ma i tak trochę niekomfortowo czuję się z myślą, iż będę musiała spać sama w tak dużym domu.
- Dobrze, zostanę. I dziękuję. – chłopak mnie przytulił – Słodko się rumienisz. – uśmiechnął się
Za kilka minut leżałam już w swoim łóżku. Chciałam zasnąć lecz przyszła burza, której bardzo się boję.
Zeszłam więc na dół po szklankę mleka zapominając o tym, że śpi tam Styles.
- Ej, co się tu dzieje? – zapytał zaspanym głosem
- Przepraszam bardzo, że Cię obudziłam. Jest burza i nie mogę spać więc zeszłam po mleko.
- Boisz się burzy? – zapytał
- Tak. – i pisnęłam w przerażenia gdy usłyszałam hałas
 Chłopak wstał i mnie przytulił.
- Już cicho, przy mnie jesteś bezpieczna. Chodź na górę. Pomogę Ci zasnąć.
- Dziękuję.
Harry położył się cały czas mnie przytulając.
- Śpij słonko. – złożył na moim czole pocałunek
Już prawie zasnęłam gdy poczułam, że chłopak się ode mnie odsuwa.
- Zostań, proszę. Jak Cię tu nie będzie to nie zasnę. – wyszeptałam trzęsąc się ze strachu.
- Dobrze, nigdzie nie idę.
Wtuliłam się mocno w chłopaka żeby mi nie uciekł. Spaliśmy tak całą noc. Rano obudziłam się wtulona w niego. Hazza tak słodko uśmiechał się przez sen. Przesunęłam się delikatnie żeby móc podziwiać jego twarz lecz chłopak się obudził.
- Wyspałaś się?
- Tak, dziękuję Ci bardzo. – chłopak uśmiechnął się oraz palcem pokazał na swój policzek. Zbliżyłam więc do niego lecz ten w ostatnim momencie przekrzywił i moje wargi trafiły na jego. Zwykły całus zmienił się w namiętny pocałunek.
- No i teraz mogę uznać podziękowania za przyjęte.- zaprezentował rząd białych ząbków.

MIESIĄC PÓŹNIEJ

Dziś idę na kolejną randkę z Harry’ m. Na każdej mnie czymś zaskakuje. Jestem bardzo ciekawa co wymyśli teraz bo kazał mi się ładnie ubrać.





Powracam. Imagin pisany na szybko więc mogą być błędy ale nic innego nie potrafię napisać. Dziękuję Beacie za to, że mi pomogła. Bez niej to co przeczytaliście by nie powstało. Mam nadzieję, że się Wam to chociaż troszkę spodoba. Tęskniłam za Wami moje Misiaki <33